Dwudziesta pierwsza. Zosia leży od czterdziestu minut. Wstawała już po wodę, po siusiu, po przytulasa i po to, żeby powiedzieć coś ważnego o żółwiu. Ty siedzisz na korytarzu i liczysz, ile z Twojego wieczoru zostało.
Zanim uznasz, że to złośliwość albo rozpieszczenie — sprawdź jedną rzecz. Bardzo możliwe, że kładziesz ją o dobrą godzinę za wcześnie. Albo o godzinę za późno.
Dlaczego moje dziecko nie może zasnąć?
Bo dzieci dzielą się pod tym względem na dwie grupy i potrzebują dokładnie odwrotnych rzeczy.
Jedne mają stały zapas energii i muszą go zużyć do końca. Takie dziecko położone „na zapas", zanim się wybiega, będzie się wierciło, gadało i wstawało — nie z przekory, tylko dlatego, że w środku ma jeszcze pełny bak. Dla niego codzienne fizyczne zmęczenie jest zdrowe, a nie jest znakiem, że przesadziło.
Drugie tego zapasu nie ma i pracuje na energii pożyczonej z otoczenia. Takie dziecko trzeba położyć, zanim padnie. Jeśli przekroczy swój moment, robi się nakręcone i rozdrażnione, a zasypianie zamienia się w godzinną walkę.
To jest ta sama scena i dwie zupełnie różne przyczyny. Dlatego rada od koleżanki działa u niej, a u Ciebie nie.
Które dziecko trzeba kłaść, zanim padnie?
To grupa mniejsza i częściej niezrozumiana: dzieci, które szybko się męczą i szybko przebodźcowują.
Poznasz to po wieczornym przyspieszeniu. Dziecko przez cały dzień gasło, a około dwudziestej nagle dostaje drugiego oddechu, robi się głośne i rozbrykane. To nie jest przypływ sił, tylko przekroczony moment — organizm ratuje się nakręceniem.
Cofnij wtedy porę kładzenia o pół godziny, potem o kolejne pół, i obserwuj. Właściwa pora to ta, przy której dziecko zasypia w kilka minut, a nie ta, o której jest już wykończone.
Jak wyciszyć dziecko przed snem?
Ostatnia godzina decyduje o całej reszcie.
Zdejmij bodźce: mniej światła, mniej hałasu, żadnych ekranów, żadnych rozmów o tym, co jutro w szkole. Dziecko, które przez cały dzień chłonęło szkołę, świetlicę i podwórko, potrzebuje chwili, żeby oddzielić swoje od cudzego — i najlepiej robi to samo, w cichym pokoju, przy książce albo spokojnej zabawie.
Ta chwila w pojedynkę nie jest karą ani odsyłaniem. To jedyny moment w ciągu dnia, w którym dziecko wraca do siebie.
Czy dziecko powinno spać z rodzicami?
Pamiętam to z własnego dzieciństwa. Spałem sam w pokoju, bałem się dziwnych rzeczy i po ciemku skradałem się do sypialni rodziców, żeby wejść pod ich łóżko. Nie po to, żeby coś wymusić. Po to, żeby być blisko.
Potrzeba bliskości w nocy jest u dziecka naturalna i nie da się jej wychować. Dziecko, które śpi samo, a jeszcze tego nie udźwignie, i tak sobie tę bliskość wywalczy — płaczem, chorobą, wstawaniem po dziesięć razy albo lękiem, który zostanie na lata.
Przez pierwsze lata bliskość rodzica jest dziecku po prostu potrzebna do prawidłowego rozwoju. Nie chodzi tu o żaden system ani mechanikę, tylko o zwykłą ludzką potrzebę i o okazywanie dziecku miłości.
Jedno doprecyzowanie, bo dotyczy bezpieczeństwa: przy niemowlęciu chodzi o wspólny pokój, ale własne, twarde miejsce do spania tuż obok łóżka rodziców. Wspólne łóżko z kilkutygodniowym dzieckiem to jedyny wariant, którego nie polecam.
A jeśli chodzi o życie intymne rodziców — dom ma więcej pomieszczeń niż jedno. To naprawdę nie jest powód, żeby wyprowadzać dziecko z pokoju.
Kiedy dziecko powinno zacząć spać samo?
Wtedy, gdy samo zacznie tego chcieć — a zwykle zaczyna, jeśli wcześniej nikt go do tego nie zmuszał.
To ma być proces, nie decyzja ogłoszona z dnia na dzień. Najpierw własne łóżko w tym samym pokoju, potem własny pokój z otwartymi drzwiami, potem noc bez zaglądania. Dziecko, które wie, że w razie czego może przyjść, przychodzi coraz rzadziej. To, które wie, że nie może, nie przestaje się bać — po prostu przestaje o tym mówić.
Z mojego doświadczenia przez pierwszych kilka lat dziecko najbardziej potrzebuje matki, a później ciężar naturalnie przesuwa się w stronę ojca. To moja obserwacja, nie żadna reguła — ale warto ją znać, bo tłumaczy, dlaczego w pewnym momencie dziecko nagle „przykleja się" do drugiego rodzica.
Ulga dla rodzica
Wieczorna walka o sen prawie nigdy nie wynika z tego, że dziecko chce Ci dokuczyć. Zwykle wynika z godziny — za wczesnej albo za późnej — albo z tego, że dziecko potrzebuje bliskości, a nie ma jak o nią poprosić inaczej niż piątym wstawaniem.
W raporcie o dziecku widać, do której grupy należy Twoje i jakich warunków potrzebuje jego ciało, żeby odpocząć. Ale nawet bez tego masz dwie rzeczy do sprawdzenia jutro: przesuń porę kładzenia o pół godziny i zdejmij bodźce z ostatniej godziny dnia.