W skrócie
Moja Architektura powstała z jednego przekonania: w każdym człowieku drzemie coś, co chce się przejawić — a większość nigdy tego w sobie nie odkrywa, bo nikt nie pokazał, gdzie patrzeć. Fundament mechaniczny biorę z Human Design, ale sposób, w jaki go opisuję, jest mój. Bez ezoteryki i bez wróżenia — wszystko do sprawdzenia na sobie.
Dlaczego uważam, że tego powinno się uczyć w szkole?
Uważam, że tej wiedzy powinno się uczyć już w podstawówce — mało co uczy człowieka więcej o nim samym. A nie ma jej w żadnym programie nauczania.
Pomyśl, w jakiej kolejności to dziś robimy. Najpierw szkoła, potem zawód i praca, potem rodzina i cały czas gonitwa za czymś na zewnątrz, mieszkanie auto itd. — a Gdzie w tym wszystkim Ja? przychodzi dopiero po którymś rozczarowaniu. Kolejność jest odwrócona.
Jako dzieci jesteśmy układani: przez rodziców, przez szkołę, przez otoczenie, które nagradza jedne reakcje, a karci drugie. Z tych podpowiedzi lepi się coś, co zakładamy za każdym razem by przeżyć, czyli tzw: "maska".
Rachunek przychodzi później i nazywa się frustracja. Można zrobić wszystko tak, jak należało, i mimo to mieć poczucie źle przeżytego życia. Nie dlatego, że coś się nie udało — dlatego, że przez lata żyło się zgodnie z cudzą instrukcją zamiast z własną konstrukcją.
Do tego uczą nas decydować głową. Tyle że o własnym życiu nie decyduje się rozsądkiem: każdy ma swój sposób dochodzenia do „tak" i „nie", wpisany od urodzenia. Kiedy przestajemy z niego korzystać, zostaje samo rozważanie. A rozważać można w nieskończoność.
Czy to brzmi znajomo?
Czy zdarza Ci się zrobić coś, co wygląda słusznie — a mimo to zostaje po tym niedosyt? Czy mówisz „tak", chociaż całe ciało krzyczy „nie"?
Przez większość życia definiujesz siebie przez to, co mówią inni: przez system, w którym akurat żyjesz, i przez oczekiwania zasadzone w Tobie tak dawno, że dziś brzmią jak Twój własny głos.
Jest inna droga. Możesz zbudować własną strukturę — na swoich wartościach, nie cudzych — i patrzeć przez nią na świat, zamiast czekać, aż ktoś powie Ci, kim jesteś.
Co się zmienia, kiedy poznasz swoją architekturę?
Wyobraź sobie, że mówisz komuś „nie" i pierwszy raz nie czujesz potem winy — bo widzisz, że ta wina nigdy nie była Twoja. To pierwsza rzecz: poczucie wpływu.
Druga: decyzja podjęta spokojnie, bez sprawdzania po raz dwudziesty, czy ktoś ją zaakceptuje.
Trzecia: wybór, po którym nie budzisz się o trzeciej w nocy — bo w końcu decydujesz w sposób, który do Ciebie pasuje, a nie taki, którego Cię nauczono.
Czwarta, najgłębsza: ta jedna sytuacja, która denerwuje Cię za każdym razem, nagle ma nazwę. To, co było nieświadome, staje się świadome.
To nie jest kolejna teoria do przeczytania i zapomnienia. To lustro.
Dlaczego tak trudno usłyszeć samego siebie?
Bo próbujesz to zrobić głową. Umysł jest znakomity w analizowaniu i porządkowaniu świata, ale przy pytaniu „czy to jest dla mnie dobre" zaczyna budować argumenty — a argumenty da się zbudować za każdą stroną. Dlatego można rozważać tygodniami i dalej nie wiedzieć.
Odpowiedź przychodzi z ciała i u każdego trochę inaczej. U jednej osoby od razu, w reakcji. U drugiej dopiero po przespanej nocy. U trzeciej jako nagłe „nie" na poziomie instynktu, którego nie da się uzasadnić, a które okazuje się trafne.
Jest druga przyczyna. Masz w sobie miejsca stabilne i miejsca otwarte, które chłoną to, co przynoszą inni. W tych otwartych najłatwiej pomylić cudze z własnym: cudzy pośpiech bierzesz za swój, cudzy nastrój za swój nastrój. To nie jest słabość charakteru — tak to jest po prostu zbudowane.
Czy trzeba w to wierzyć?
Nie, Ty nie masz wierzyć Ty masz sprawdzić. Wiara Ci nic nie da pewność to co innego.